Salezjański Oddział Rowerowy - czyli kronika obozu w Bornem Sulinowie | Salezjańskie Liceum, Gimnazjum i Bursa im. Księdza Bosko w Łodzi
Logo szkoły

Salezjański Oddział Rowerowy - czyli kronika obozu w Bornem Sulinowie

Przedstawiamy kronikę obozu w Bornem Sulinowie, życzymy miłej lektury.

Dzień 1 (28. 06. 2017r.)

Pierwszy dzień obozu dla Salezjańskiego Oddziału Rowerowego w skrócie (SOR) zaczął się złowróżbnym deszczowym akcentem. Kilka minut po godzinie ósmej, mińska część grupy, mimo nieciekawej pogody, zapakowała bagaże i lekko przemoknięta wyruszyła, do niektórym już znanego, innym jeszcze nie, Bornego Sulinowa. Z każdą minutą pogoda na szczęście zaczęła się poprawiać i uczestnicy z Głoskowa i Łodzi wsiadali już skąpani promieniami słońca. Hitem podróży stał się film „Mikołajek” i wspólny śpiew piosenki z tego filmu.

Po około dziesięciu godzinach podróży dotarliśmy do obozowej bazy SOR-u (Salezjańskiego Obozu Rowerowego), która znajduje się w tutejszej szkole. Po obiadokolacji cała grupa rozpakowała bagaże i nawet punktualnie przyszła na Mszę świętą. Po wspólnej modlitwie spędziliśmy czas na zabawach, aby lepiej się poznać. Ustaliliśmy również wszystkie reguły obozu. Potem cały oddział umył się wyjątkowo sprawnie, wszyscy zdążyli przed ciszą nocną. O godzinie 22.30 – podstawówka i 23.00 – gimnazjum było już w łóżkach, po dniu pełnym wrażeń. Tak dla SOR-u zakończył się dzień pierwszy.

Dzień 2 (29. 06. 2017r.)

Drugi dzień obozu dla SOR-u zaczął się dla młodszych lekko, gdyż mieli niewyczerpany zapas energii; dla starszych ciężej z powodu niedoboru magicznej mocy. Mimo to frekwencja na porannej Mszy świętej była niesamowicie wysoka. Bezpośrednio po Mszy św. zjedliśmy zwyczajne śniadanie i zrobiliśmy kanapki na pierwsze tegoroczne polowe ćwiczenia rowerowe. Potem odnalazły się nasze rowery, rozbroiliśmy je, założyliśmy hełmy rowerowe i odblaskowe kamizelki kuloodporne. Podzieliliśmy się na mniejsze pododdziały i wyruszyliśmy na podbój okolicy. Górki okazały się trudnym przeciwnikiem, ale mimo to zostały pokonane. Na trasie oddział odniósł kilka drobnych urazów, lecz wszyscy, co prawda zmęczeni, zdobyli i spenetrowali poniemiecki bunkier. Potem oddział zebrał nowe siły i wyruszyliśmy na Kłomińskie Wrzosowiska. Po dotarciu niektórzy weszli, inni podjechali rowerem na wzgórze, na którym znajdowała się wieża widokowa. Przejęliśmy władzę nad wieżą oraz przy okazji nad całym wzgórzem. Na miejscu dowódca oddziału – ks. Kierownik zarządził sesję fotograficzną. Była ona szczególnie ciekawa, gdyż kiedy opiekunowie pozowali do zdjęcia, pod ich ciężarem załamała się belka, na której siedzieli (ten incydent został udokumentowany w galerii – chętnych zapraszamy do jej obejrzenia). Wszyscy już mocno zmęczeni, ale roześmiani, zeszli z górki, dosiedli swoich dwukołowych rumaków i powrócili do obozowej bazy. Ci najbardziej zgrzani wzięli szybki prysznic i cały wygłodniały oddział przystąpił do spałaszowania obiadu. Kwadrans po piętnastej wyszliśmy z bazy, aby z powodu deficytu wody przypuścić szturm na „Biedronkę”. Po uzupełnieniu zapasów poszliśmy na poszukiwanie plaży. Po jej odnalezieniu okazało się, że w tym roku plaża nie jest strzeżona i z powodu braku ratownika zmęczona grupa nie ma co liczyć na kąpiel. Oddział rozproszył się i zajął się budowaniem zamków z piasku, wylegiwaniem się na plaży i pomoście. Po pewnym czasie nad jeziorem zebrały się czarne chmury i zarządzono odwrót. Na szczęście podczas wyjątkowej kolacji, na którą podano spaghetti (znaczna część oddziału pochłonęła podwójną porcję), chmury się rozwiały i mogliśmy rozegrać mecz piłki nożnej, który między innymi dzięki bohaterskiej obronie p. Mileny, zakończył się wynikiem bezbramkowym. O wygranej drużyny niebieskiej zadecydowały rzuty karne. Po meczu bramkarze próbowali obronić mistrzowskie strzały ks. Dyrektora, ale udało się to tylko pierwszemu. Starczyło jeszcze czasu na rozegranie meczu koszykówki oraz w zbijaka. Po wieczornej modlitwie i słówku zaśpiewaliśmy „Sto lat” dzisiejszym solenizantom – dwóm Piotrkom. Potem wszyscy poszliśmy się myć. Większość oddziału zmęczona padła do łóżek i tym sposobem Salezjański Oddział Rowerowy pomyślnie zakończył drugi dzień wyprawy.

Dzień 3 (30. 06. 2017r.)

Trzeciego dnia Salezjański Oddział Rowerowy powitały chmury zwiastujące deszcz. Jak co dzień odbyła się Msza święta, po której udaliśmy się na śniadanie. Najedzony SOR podzielił się na dwie grupy. Bardziej zmęczona część oddziału wyruszyła na spacer, a ci bardziej wypoczęci i żądni wrażeń pojechali na wycieczkę rowerową. Część spacerowa miała nadzieję na lody, niestety budka była zamknięta, więc grupa poszła zakupić pamiątki. Potem oddział udał się na spacer ścieżką edukacyjną, a po drodze podbił plac zabaw i molo. Przy okazji nakarmił kaczki i łabędzie. Na końcu ścieżki okazało się że zaginęły leśne cymbały, pod którymi robiliśmy sobie ostatnio zdjęcia. Drużyna nie była jednak długo zawiedziona i obejrzała, co tylko się dało, ze ślimakami na czele, także tymi bez skorupy. Udało się nawet znaleźć czterolistną koniczynkę. Podczas powrotu do obozowej bazy zaczął padać deszcz. Padał, padał coraz mocniej, aż przemoczył wszystkich do ostatniej nitki. Deszcz nie oszczędził również grupy rowerowej. Podczas osiemnastokilometrowej jazdy ta część oddziału zbierała jagody, poziomki i kurki. Do bazy grupa dotarła pięć minut po spacerowiczach. Po osuszeniu i gorącym prysznicu oddział przystąpił do przedobiedniej sjesty. Piątkowy obiad nie wzbudził entuzjazmu u większości oddziału, a powodem tego była ryba. Potem cała grupa z jeszcze większym entuzjazmem oddała się sjeście poobiedniej. Po południu z powodu deszczu nie mogliśmy wyjść na dwór, więc rozpoczęliśmy rozgrywki w siatkówkę, zbijaka, tenisa stołowego, szachy i gry planszowe. Podczas szachowych wojen księdzu Jakubowi udało się dokonać niemożliwego – pokonał mistrza (ks. Dyrektora). Po skończonej zabawie wszyscy za sprawą zapowiedzianych naleśników pogalopowali na kolację. W międzyczasie trochę się wypogodziło i mogliśmy pójść na boisko i rozegrać mecz piłki nożnej lub pokibicować. Tym razem mecz zakończył się wynikiem 2:1. Po meczu cały oddział zebrał się w sali gimnastycznej, by wspólnie pośpiewać. Po wieczornej modlitwie i słówku oddział pomaszerował pod prysznice i … (jak słyszą wpisujący kronikę – jeszcze buszują po korytarzu). Tak SOR kończy trzeci dzień wyprawy.

Dzień 4 (01. 07. 2017r.)

Dzisiejszego dnia SOR powitały identyczne szare chmury jak w dniu wczorajszym. Również zwiastowały one deszcz. Najbardziej wytrwała część oddziału uczestniczyła w porannej Mszy św., reszta pojawiła się dopiero na śniadaniu. Tym razem wszyscy z powodu zapowiadanego deszczu nie pojechaliśmy na rowery. Po godzinie dziesiątej cały oddział pomaszerował do autokaru. Celem podróży był pałac w Siemczynie, gdzie odbywały się Dni Henrykowskie. Kiedy dotarliśmy na miejsce uczestniczyliśmy w pokazie pierwszej pomocy. Najbardziej interesującym punktem pokazu było przekręcanie ks. Dyrektora do góry nogami na specjalnej żółtej desce ratowniczej. Potem oddział rozproszył się w poszukiwaniu wrażeń, a znaleźliśmy ich wiele: malowaliśmy obrazy, grawerowaliśmy szklanki, zjeżdżaliśmy na „dmuchańcach”, kupowaliśmy pamiątki i jedliśmy przygotowane na tą okazję przysmaki. Kiedy oddział dotarł na zbiórkę przy scenie, czekała nas niespodzianka. Większość grupy została zaproszona na krótki kurs kontredansa – barokowego tańca. (Była to wspaniała lekcja przeniesienia się w dworskie zwyczaje towarzyskie. Może na naszych dyskotekach wykorzystamy nabyte dzisiaj umiejętności?). Potem cała grupa pobiegła podbić pałac. Opanowaliśmy go do samego strychu. Kiedy wyszliśmy deszcz „lał jak z cebra”. Na komendę Pani Marii: „do autokaru biegiem marsz” wszyscy zgodnie popędzili ukryć się w suchym i ciepłym autobusie. Po powrocie do bazy głównej poszliśmy na obiad, podczas którego pochłonęliśmy hektolitry rosołu. Po poobiedniej sjeście, z racji brzydkiej pogody, zostaliśmy w budynku i rozpoczęliśmy rywalizację szachową, w koszykówkę, w zbijaka i tenisa stołowego. Po kolacji udaliśmy się na ścieżkę edukacyjną: „W poszukiwaniu „Biedronki”. Wieczorową porą zebraliśmy się w sali gimnastycznej, aby przygotować pieśni na niedzielną Mszę świętą. Nie obyło się bez pochwał. Ksiądz Ryszard stwierdził, że śpiewanie wychodzi nam coraz lepiej. Po wieczornym słówku i krótkiej modlitwie oddział pobiegł wziąć prysznic. Oczywiście nie wszyscy byli w łóżkach przed ciszą nocną. Salezjański Oddział Rowerowy zakończył dzień czwarty tak jak zwykle.

Dzień 5 (02. 07. 2017r.)

Dzisiejszego dnia pogoda przełamała rutynę i Salezjański Oddział Rowerowy z rana zaskoczyło piękne słońce. Tym razem wszyscy mogliśmy pospać trochę dłużej, więc cały oddział pojawił się na śniadaniu o 8.30. Po krótkim odpoczynku wszyscy spakowali potrzebne rzeczy i wyruszyli na rowerową wyprawę. Całą drogę byliśmy zmuszeni do pokonywania trudnych przeszkód w postaci olbrzymich kałuż, wysokich pagórków i bardzo nierównej drogi. Oczywiście nie wszyscy uniknęli kąpieli w błotnistej kałuży. Po drodze zbieraliśmy jagody oraz grzyby, głównie kurki. Niestety zaczął wiać wiatr oraz siąpić deszcz, więc cały oddział ruszył w dalszą drogę. Niespodziewanie pomiędzy polami odkryliśmy olbrzymie asfaltowe powierzchnie, które okazały się być pasami startowymi, na szczęście już od dawna nieużywanymi. Podczas szalonej jazdy wzdłuż i wszerz pasa nie obyło się bez rannych. Wiał tak potworny wiatr, że zwiewał niektórych mniejszych rowerzystów, czego skutkiem były dwa obtarte kolana. Na koniec ks. Dyrektor zarządził sesję zdjęciową i cała rowerowa brygada udała się w kierunku bazy. Mijając piękne krajobrazy popędziliśmy na obiad. Po krótkiej poobiedniej przerwie rozpoczęły się gry i zabawy sportowe. Po godzinie sportowej rywalizacji cały oddział pomaszerował na niedzielną Mszę świętą do kaplicy w klasztorze sióstr Karmelitanek. Do bazy wróciliśmy bezpośrednio na kolację. O godzinie 19.45 mieliśmy zaplanowany mecz piłki nożnej, lecz pogoda pokrzyżowała nam plany i z powodu deszczu zostaliśmy w budynku. Na szczęście opiekunowie mieli plan „B” i szybko zamieniliśmy salę gimnastyczną w kino. Ostatecznie obejrzeliśmy film pt. „W głowie się nie mieści”. Po filmie było krótkie słówko oraz modlitwa. Rozleniwiony po filmie oddział poczłapał pod prysznice. Po bajeczkach czytanych przez nasze dzielne opiekunki młodsza część oddziału „padła jak muchy”. Starszej grupie jak zwykle zasypianie trwało zdecydowanie dłużej. Tak SOR zakończył piąty dzień obozu.

Dzień 6 (03. 07. 2017r.)

Dzisiejszego dnia Salezjański Oddział Rowerowy powitały chmury, pomiędzy którymi widać było obiecujące przebłyski błękitu. Część grupy poszła na poranną Mszę św. Potem wszyscy udaliśmy się na śniadanie. Po krótkim przygotowaniu brygada dosiadła rowerów i wyruszyła do lasu w poszukiwaniu grzybów i jagód. Po drodze, jak zwykle, nie obyło się bez przygód. Naszemu koledze dwa razy pękł łańcuch. Po trudnej przeprawie przez piaski i kolejnych postojach na zbieranie jagód i grzybów, podczas których okazało się, że w lesie są również poziomki, brygada z obfitymi zbiorami w pudełkach wróciła do bazy. Po krótkiej przerwie cały oddział zjadł pyszny obiad (wszyscy żałowali, że nie było dokładki kotleta z serem) i przystąpił do sjesty poobiedniej. Kiedy brygada nabrała trochę nowych sił, wszyscy wyszli na boisko, gdzie chętna część grupy rozegrała mecz piłki nożnej. Pozostali kibicowali, grali w koszykówkę lub zbijaka. Podczas wieczornych zajęć ks. Dyrektor dwa razy kursował (do przychodni i szpitala), na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. Po zakończonych grach cały wyjątkowo wygłodniały oddział pogalopował na kolację, po której wyruszył na spacer brzegiem jeziora, przechodząc też ścieżką edukacyjną. Po drodze bawiliśmy się na placu zabaw, głaskaliśmy kotkę, obserwowaliśmy ptaki oraz piękne widoki z mola. Kiedy brygada wróciła do bazy okazało się, że mamy tylko pół godziny do ciszy nocnej, więc cały oddział umył się tak szybko, jak tylko potrafił. Dzisiaj wyjątkowo wszyscy byli w łóżkach przed ciszą nocną. Tak SOR zakończył dzień szósty rowerowej przygody.

Dzień 7 (04. 07. 2017r.)

Dzisiejszego ranka przywitało nas niebo prawie identyczne jak wczoraj. Po porannej Mszy świętej oraz śniadaniu wszyscy wysprzątali pokoje „na błysk”, ponieważ chodziły słuchy o kontroli SANEPID-u. Chyba wszystkim pokojom pani Milena z dumą mogłaby postawić 10. Potem wszyscy spakowali plecaki i wsiedli do autokaru. Celem był park owadów „Owadogigant” w Lubnicy, z którego starsza część grupy wypłynęła kajakami. Trasa była łatwa i płynęło się przyjemnie. Wszyscy, chociaż trochę mokrzy, byli zadowoleni. Młodsza część grupy spędzała przedobiedzie w parku. Najpierw oglądała gigantyczne modele owadów takich jak: mucha, modliszka, jelonek czy jedwabnik. Potem mogli korzystać z wszystkich atrakcji parku takich jak: zjeżdżanie na dmuchanych zamkach, przechodzenie po parku linowym, skoki na trampolinach, szukanie gipsowych owadów na wykopaliskach, granie w kręgle, zakopywanie pani Mileny w basenie z kulkami, pływanie na łódkach z ręcznym napędem, jeżdżenie na gokartach, malowanie twarzy i jedzenie lodów. Gdy starsza grupa wróciła ze spływu zapakowaliśmy się do autokaru i wróciliśmy do bazy prosto na obiad. Chwilę po obiedzie brygada przypuściła szturm na „Biedronkę”. Po uzupełnieniu zapasów i popołudniowych grach i zabawach zjedliśmy kolację. O godz. 19.45 zebraliśmy się na boisku, aby pograć w piłkę nożną, badmintona oraz nadać szarym chodnikom trochę barw za pomocą kredy. Szczególnie podobały nam się rysunki Gargamela i jednorożca. Wieczorem tradycyjnie zebraliśmy się na wspólnej modlitwie, po czym, zaczynając od najmłodszych, wszyscy powędrowali pod prysznice. Przed ciszą nocną prawie cały oddział był już w łóżkach. Tak SOR zakończył dzień 7.

Dzień 8 (05. 07. 2017r.)

Dzisiejszego dnia Salezjański Oddział Rowerowy powitało niebo w całości zasnute szarymi chmurami zwiastującymi deszcz. Część grupy uczestniczyła w porannej Mszy świętej, a większe śpiochy wstały dopiero na śniadanie. Dzisiaj SOR był wyjątkowo rozleniwiony i zdecydowana większość nie miała ochoty na rowery. O naszych zajęciach zadecydowała pogoda. Zaczęło padać i ostatecznie nigdzie nie pojechaliśmy. Cały oddział udał się na salę gimnastyczną, gdzie uczestniczyliśmy w zabawach integracyjnych. Potem przenieśliśmy się do pokoju starszych dziewczyn, aby obejrzeć film pt. „Po rozum do mrówek”. Następnie podczas przyspieszonego obiadu pochłonęliśmy pyszny obiad w postaci rosołu i kotletów z serem. Po obiedzie niespodzianka – dowiedzieliśmy się, że rowery jednak nas nie ominą. Po krótkim wypoczynku cały oddział wsiadł na dwukołowe rumaki i wyruszył w ciężką trasę przez las po dziurawych, błotnistych i piaszczystych drogach. Naszym celem było miasteczko Kłomino, które do 1992 roku było bazą Armii Radzieckiej. Podczas postojów zbieraliśmy grzyby. Część grupy miała nawet szczęście zobaczyć padalca. Kiedy zmęczony jazdą oddział wrócił do bazy na kolacji czekała już niespodzianka w postaci pysznego ryżu z kurczakiem i warzywami. Po krótkiej przerwie wyszliśmy na dwór, gdzie można było pograć w piłkę nożną (grali obaj księża, chwilowo p. Natalia), badmintona, koszykówkę (z p. Mileną), zbijaka i oczywiści ubarwić szary chodnik kolorową kredą. Po krótkiej modlitwie brygada pomaszerowała pod prysznice, w locie łapiąc przygotowane przez p. Marię kanapki. Następnie wszyscy zapakowali się do łóżek. Tak Salezjańska Oddział Rowerowy zakończył dzień ósmy obozu.

Dzień 9 (06. 07. 2017r.)

Dzisiejszego dnia Salezjański Oddział Rowerowy powitało piękne słońce. Mniej leniwa część grupy poszła na Mszę świętą, a reszta zwyczajowo wstała na śniadanie. Po nim oddział spakował potrzebne rzeczy, wsiadł do autokaru i wyruszył nad morze. Po około dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do miejscowości Gąski. Odważni mieli okazję do wejścia ponad dwustu stopniami schodów na latarnię morską. Na jej szczycie okazało się, że wcale nie było tak strasznie, a widoki wynagrodziły poniesiony trud. Następnie pobiegliśmy na upragnioną plażę, gdzie moczyliśmy nogi w morzu, opalaliśmy się i budowaliśmy zamki z piasku. Na zakończenie wyruszyliśmy na poszukiwanie pamiątek, a przy okazji lodów i gofrów. Najedzeni i obkupieni zapakowaliśmy się do autokaru i oddział wrócił do bazy. Po obiadokolacji wyruszyliśmy na podbój „Biedronki”. Następnie przenieśliśmy się na boisko, gdzie odbywały się zabawy sportowe, podczas których znaczna część grupy z paniami Natalią i Mileną włącznie pomalowała się na koty. Po wieczornym słówku cały oddział umyty zapakował się do łóżek. Tak Salezjański Oddział Rowerowy zakończył dzień dziewiąty przygody.

Dzień 10 (07.07.2017)

Dziś rano Salezjański Oddział Rowerowy powitało bezchmurne niebo. Wytrwalsza część oddziału poszła na pierwszopiątkową Mszę św., reszta wstała dopiero na śniadanie. Po krótkim przygotowaniu oddział wyruszył na ostatnia już wycieczkę rowerową. Po drodze przez piaski, kałuże, błota, podczas postojów zbieraliśmy grzyby. W lasach Bornego można właśnie ‘kosić” nieprzebrane ilości kurek. Po powrocie do bazy i pysznym jak zawsze obiadku nadszedł czas na pakowanie walizek. O godzinie 17.00 cała brygada spotkała się w sali gimnastycznej, aby podsumować obóz. W czasie tego spotkania wspólnie śpiewaliśmy, dziękowaliśmy Księdzu Kierownikowi i wychowawcom oraz otrzymaliśmy certyfikat uczestnika obozu. Po kolacji oddział wyruszył na ostatni spacer brzegiem jeziora Pile zakończony wizytą w „Bierdronce”. Wieczorem była jeszcze wspólna modlitwa, „słówko” i ogłoszenia. Po wieczornej toalecie drużyna lekko smutna z powodu nieodwołalnie kończącego się obozu poszła spać. Tak SOR zakończył 10 dzień obozu.

Dzień 11 (08.07.2017)

Dzisiejszego poranka Salezjański Oddział Rowerowy powitały szare chmury. Wszyscy wstali wyjątkowo wcześnie, aby uczestniczyć w ostatniej mszy św. Po śniadaniu, podczas którego podziękowaliśmy paniom z kuchni za pyszne posiłki, dokończyliśmy pakowanie, sprzątnęliśmy nasze sale i zanieśliśmy bagaże do autokaru. Po godzinie 9.00 brygada wsiadła do autokaru i wyruszyła w drogę powrotną do Łodzi, Głoskowa i Mińska Mazowieckiego. Po dwóch postojach w drodze dotarliśmy do Łodzi, gdzie podczas pożegnania nie obyło się bez łez. Po około 2 godzinach żegnaliśmy w Grójcu naszą ekipę z Głoskowa. Dla uczestników z Mińska nieuchronnie zbliżał się czas powrotu do domu. Po pożegnaniach i uściskach rozjechaliśmy się do naszych domów. Tak zakończył się 11 (ostatni) dzień obozu rowerowego 2017. Nie możemy już się doczekać następnej edycji!!!

Tagi